Cała prawda o SP 3 w Pułtusku
Cała prawda o SP 3 w Pułtusku

Cała prawda o SP 3 w Pułtusku

Autor
data

Z wielką radością i dumą syn poszedł do pierwszej klasy Szkoły Podstawowej Nr 3 w Pułtusku. Niestety bardzo szybko spotkał się z bezdusznością dorosłych , którzy w swoich podstawowych obowiązkach mają zapewnić bezpieczeństwo dzieciom.

         W pierwszym tygodniu nauki dziecko zgubiło się w szkole. Nie wiedziało jaką ma lekcję. Usiadło na ławce przed szkołą i rozpłakało się. Nikt niestety nie zainteresował się dzieckiem. Syn siedział pod oknami dyrektorek i całą godzinę płakał. Na koniec lekcji nauczycielka Aurelia Kaczmarczyk zorientowała się ,że brakuje jej ucznia i wówczas odnalazła go.          Nie wiem co się działo na lekcjach, ale dziecko zaczęło czuć awersję do szkoły. Udałam się więc do dyrekcji szkoły i poinformowałam ją o całej sytuacji. Niestety , dziecko zaczęło budzić się z płaczem i panicznie zaczęło bać się szkoły. Kiedy odbierałam syna w szkole, to wybuchał panicznym płaczem - żalem. Dla bezpieczeństwa syna zaczęłam przebywać w szkole, gdy miał lekcje. Wiedział, że jestem i jeśli będzie coś się działo, to zawsze może wyjść z lekcji i przyjść do mnie. Dzięki temu dotrwaliśmy do końca roku szkolnego i zmieniliśmy wychowawcę - klasę.
         Nie podobało to się nauczycielce i dyrektorkom. Zaczęły "napuszczać" na mnie rodziców opowiadając im niesamowite historie, przedstawiając moją osobę jak "z powieści kryminalnych".
         Początek drugiej klasy był trudny dla syna - nowe środowisko i nowy wychowawca. Dyrektor Karzulewska sama zdecydowała do jakiej klasy ma iść syn i aby nie było roboty papierkowej powiedziała abym ja sama napisała krótką prośbę o przeniesienie syna . Zrobiłam to mając nadzieję na poprawę sytuacji.
         Niestety byłam zbyt łatwowierna. W nowej klasie było kilkoro uczniów, których wychowywała ulica i nie obca była im przemoc zarówno fizyczna jak i psychiczna.
         Niejednokrotnie syn doznawał od nich przemocy psychicznej.
         Wracając pewnego dnia z zakupów, zobaczyłam jak syn na lekcji w-fu siedzi skulony i płacze. Podeszłam do nauczycielki Emilii Wiernickiej i zapytałam się o powód jego płaczu. Usłyszałam, że dzieci mu dokuczały, a ona nie może nic na to poradzić. Innym razem odebrałam od zapłakanego syna telefon, abym szybko przyszła do szkoły. Poszłam i co zobaczyłam. Syn siedział przy ławce cały zapłakany, zeszyty i książki miał mokre od łez (musiałam je suszyć w domu).
         I znowu usłyszałam od beztroskiej nauczycielki Emilii Wiernickiej - "dzieci mu dokuczały na lekcji, co ja na to poradzę że dzieci takie są".
         Innym razem , kiedy odbierałam syna ze szkoły, to zobaczyłam uśmiechniętą siedzącą za biurkiem siostrę zakonną, a mój syn zbierał po innych dzieciach pozostawione papierki z mokrymi od łez oczami. Zapytałam - co on robi? Siostra z uśmiechem powiedziała, że lubi porządek. Wówczas odpowiedziałam jej niech sama zegnie kark i posprząta, a nie znęca się nad moim synem. Od sprzątania w szkole są panie sprzątaczki , a nie mój syn.
         Zaczęła wykrzykiwać , że źle wychowuję syna i dopóki ona uczy religii, to mój syn nie przystąpi do pierwszej komunii.
         Przez trzy lata musiałam zabierać dziecko do domu, gdy miał potrzebę fizjologiczną, gdyż wchodząc do łazienki miał odruchy wymiotne. Napisałam do dyrekcji szkoły pismo, aby łazienki były czyste. Fetor i brud nie powinny mieć miejsca. W odwecie Dorota Karzulewska spotkała się z jedna z matek ( dziecko jej miało problemy z przemocą) i zaczęła knuć intrygę.
         Doszło do publicznego znieważenia mojej osoby i syna podczas zebrania rodziców dnia 15.12.2008. Nauczycielka Beata Bielińska została zobligowana przez dyrekcję szkoły do przeprowadzenia tej "intrygi". Członek Rady Rodziców Iwona Wróblewska mówiła jak do niej dyrektorka mówiła "jak ja śmiem pisać do niej takie pisma".
         Renata Szoplik wygłosiła bujną prelekcję dyskryminującą moją osobę i zredagowała przy współudziale szkoły pismo kierowane do dyrekcji szkoły , a oczerniające moją osobę. Podpisały to pismo niektóre osoby : Kinga W.,Dorota S.,Agnieszka T.,Wiesława Ż., Iwona W., Sylwia P., Małgorzata D., Katarzyna C., Ewa G., Katarzyna J., M. ( trzech nie mogę odczytać).
         Nauczycielka Beata Bielińska zaczęła ośmieszać syna przed całą klasą. Do tej podłości przyłączyli się również inni nauczyciele. Zostałam zmuszona do zastosowania radykalnych środków, aby ukrócić znęcanie się nad moim dzieckiem. W następstwie tych działań uspokoiły się. Jednak na koniec roku szkolnego nie omieszkały złośliwości. Syn miał drugą najlepszą średnią wśród szóstoklasistów. Nauczycielka Beata Bielińska wyczytała jego jako trzeciego i punktację z zachowania tak wpasowały by miał wzorowe. Podczas przemowy na koniec roku i burmistrz miasta nie omieszkał skierować w kierunku mojej osoby złośliwości. Może poczuł się lepiej.

         Dla dyrekcji szkoły - Izabeli Trzcińskiej -"Szkoła to dżungla , a dziecko ma sobie radzić same".
         W obrobie tej chorej instytucji zaciekle występuje "pedagog szkolny" Maria Zaremba , która niestety ma ograniczoną subiektywną wiedzę na temat sytuacji panującej w szkole.

         Przemoc, poniżanie, brak opieki - oto co oferuje swoim uczniom
         Szkoła Podstawowa Nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi w Pułtusku.


Ps. Nie jest to atak na nauczycieli. W trudnych chwilach od niektórych otrzymywałam wsparcie. Czynili to w ukryciu z obawy na utratę pracy. Za to serdecznie im dziękuję.

Sonda

Jak oceniasz pracę burmistrza Krzysztofa Nuszkiewicza?